Maso Corto: nocleg w dawnym posterunku celnym Zollhaus na 2850 m
Wyobraźmy sobie taki wieczór w środku lata, wysoko ponad Maso Corto, ostatnią wioską doliny Val Senales. Ostatni turyści i skialpiniści dawno zeszli do doliny, kolejka stanęła, a na przełęczy Hochjoch zapada zmierzch. Z okien schroniska Schöne Aussicht / Bella Vista bije ciepłe światło, ale my idziemy dalej, kwadrans ścieżką wśród skał i płatów starego śniegu, z kluczem w kieszeni. Na końcu tej drogi czeka Zollhaus, niewielki kamienny domek, w którym przez najbliższą noc nie będzie nikogo poza nami. W piecu trzaska drewno, bo na tej wysokości nawet sierpniowe noce bywają chłodne, za oknem gaśnie ostatnie światło dnia na lodowcu Hochjochferner, a nad głową rozpala się niebo tak gęste od gwiazd, jakie widuje się tylko na blisko 2850 metrach, z dala od świateł jakiegokolwiek miasta.
Są w Alpach noclegi drogie, są noclegi luksusowe i są noclegi, których nie da się z niczym porównać. Zollhaus należy do tej trzeciej kategorii. Dawny posterunek celny stoi samotnie kilkaset metrów za granicą włosko-austriacką, już po stronie austriackiej, a jego mury pamiętają czasy przemytników i nocnych patroli. Dziś ta sama izolacja, która kiedyś była zawodową koniecznością celników, stała się największym luksusem tego miejsca. Trudno o lepszą scenerię na zaręczyny, rocznicę albo noc, o której będzie się opowiadać latami.

Z Maso Corto do Zollhaus: gdzie to jest i jak działa nocleg
Punktem startu jest Maso Corto (niem. Kurzras, 2011 m), położone na samym końcu doliny Val Senales (Schnalstal) w Południowym Tyrolu. Stąd kolejka lodowcowa wywozi narciarzy i turystów w rejon Grawand, a schronisko Schöne Aussicht / Bella Vista (2845 m) leży na skraju tras lodowcowego ośrodka. Sam Zollhaus stoi około 800 metrów od schroniska; spacer zajmuje 10 do 15 minut, w zależności od pogody i kondycji. To teren wysokogórski, więc solidne buty to podstawa, a zimą trzeba liczyć się z przejściem po śniegu.
Cała logistyka pobytu opiera się na schronisku. Tam odbywa się zameldowanie, tam goście odbierają klucz oraz komplet informacji o pobycie i drodze do Zollhaus. Tam też czeka kolacja, serwowana w przytulnej jadalni Schöne Aussicht, oraz strefa wellness z fińską sauną i podgrzewaną balią na zewnątrz, dostępna dla gości noclegowych w wyznaczonych godzinach. Śniadanie można zjeść w schronisku albo, po wcześniejszym uzgodnieniu, zamówić z dostawą bezpośrednio do domku.
Ten układ ma swoją logikę. Zollhaus daje to, czego schronisko dać nie może, czyli całkowitą prywatność i odosobnienie. Schronisko dostarcza tego, czego brakuje w dawnym budynku celnym, czyli kuchni, sauny i gorącej wody w balii pod gołym niebem. Gość dostaje jedno i drugie.

Historia zapisana w kamiennych murach
Żeby zrozumieć, czym naprawdę jest Zollhaus, trzeba cofnąć się o ponad sto lat. Przez stulecia przełęcz Hochjoch (2861 m) była zwyczajnym przejściem między doliną Schnalstal a Ötztal, wewnątrz jednego państwa i jednego Tyrolu. Wszystko zmieniło się po pierwszej wojnie światowej. Traktat z Saint-Germain, który wszedł w życie w 1920 roku, przeciął Tyrol na pół i wytyczył przez Hochjoch granicę państwową między Włochami a Austrią. Grań, po której od pokoleń chodzili pasterze, z dnia na dzień stała się linią oddzielającą dwa państwa, dwa systemy celne i dwie waluty. To wtedy Kurzras zaczęło oficjalnie nazywać się także Maso Corto, bo włoska administracja nadała południowotyrolskim miejscowościom włoskie nazwy.
Tak wysoko położona granica natychmiast zaczęła żyć własnym życiem. Przez dziesięciolecia Hochjoch było jedną z klasycznych tras przemytniczych w Alpach Wschodnich. Nocą, przy złej pogodzie, przez przełęcz przenoszono tytoń, kawę, alkohol i wszystko, na czym różnica cen po obu stronach granicy pozwalała zarobić. Tędy uciekali też dezerterzy i ludzie, którym z różnych powodów było po drodze z jednego państwa do drugiego bez wizy w paszporcie.
Odpowiedzią władz był posterunek celny. Z kamienno-drewnianego budynku wychodziły patrole strażników granicznych, którzy w mrozie i wietrze wypatrywali przemytników na lodowcowych polach. Trudno o mniej wdzięczną służbę: zimą temperatura na tej wysokości potrafi spaść głęboko poniżej zera, a najbliższa wioska, właśnie Maso Corto, leży kilkaset metrów niżej.
Obecny budynek pochodzi z lat pięćdziesiątych XX wieku i przez lata pozostawał w rękach austriackich lasów państwowych (Österreichische Bundesforste), od których wydzierżawiła go rodzina Grünerów, gospodarze schroniska Schöne Aussicht. Gdy w latach siedemdziesiątych nad Maso Corto wjechały wyciągi, a Europa zaczęła znosić kontrole graniczne, celnicy stali się zbędni. Domek jednak przetrwał i zamiast popaść w ruinę, dostał drugie życie jako jedna z najbardziej nietypowych kwater noclegowych w Alpach.
Jest jeszcze jeden wątek, który nadaje temu miejscu głębi. Tuż obok Zollhaus przebiega trasa jednego z najstarszych i największych przepędów owiec w Alpach. Co roku na początku czerwca około 3,5 tysiąca owiec wyrusza z doliny Schnalstal przez ośnieżone przełęcze na letnie pastwiska w dolinie Vent po stronie austriackiej, by wrócić we wrześniu. Prawa wypasu, na których opiera się ta wędrówka, pochodzą z umowy zawartej w 1415 roku i przetrwały wszystkie zmiany granic, wojny i traktaty. Kto trafi tu w odpowiednim momencie, ma to widowisko dosłownie pod oknami.

Dlaczego warto zanocować w Zollhaus nad Maso Corto
Po pierwsze, dla ciszy. Zollhaus stoi poza schroniskiem, poza trasami, poza zasięgiem wieczornego gwaru. Po zmroku, gdy ostatni goście zejdą do doliny, wokół domku zostaje tylko lodowiec i niebo. Na tej wysokości, z dala od sztucznego światła, gwiazdy wyglądają zupełnie inaczej niż w dolinie. To doświadczenie, którego nie da żaden hotel, nawet pięciogwiazdkowy.
Po drugie, dla samego budynku. To nie jest stylizowana na starość atrapa, tylko autentyczny posterunek celny z prawdziwą historią przemytników i patroli w tle. Wnętrze urządzono w duchu rustykalnym, ale z myślą o komforcie: izba mieszkalna z kuchnią opalaną drewnem, sypialnia, toaleta, a instalacja elektryczna zapewnia stałe ogrzewanie. Kameralna skala sprawia, że nocleg najlepiej sprawdza się dla dwóch osób i jest naturalnym wyborem na rocznicę, zaręczyny albo wyjazd, który ma zostać w pamięci na lata.
Po trzecie, dla połączenia odosobnienia z wygodą. Samotna chata w górach zwykle oznacza pełne samozaopatrzenie i kompromisy. Tutaj jest inaczej. Kwadrans spaceru dzieli domek od kuchni schroniska Schöne Aussicht, znanego z południowotyrolskiej kuchni opartej na regionalnych produktach, oraz od sauny i gorącej balii z widokiem na trzytysięczniki Alp Ötztalskich. Wieczór można więc zaplanować tak: sauna, kolacja w schronisku, a potem spacer z czołówką do własnego, prywatnego domku na granicy dwóch państw.
Po czwarte, dla narciarzy, skiturowców i wysokogórskich turystów to lokalizacja wprost wymarzona. Lodowiec Val Senales gwarantuje śnieg przez większą część roku, a schronisko leży przy trasach ośrodka. Rano, zanim pierwsi narciarze wyjadą kolejką z Maso Corto na Grawand, gość Zollhaus jest już na górze i ma przewagę, której nie kupi żaden karnet. Latem ta sama przewaga dotyczy startu na klasyczne cele wysokogórskie w rejonie, z Weisskugel i Similaunem na czele, oraz trawersów w stronę Hochjochhospiz, Similaunhütte i Martin-Busch-Hütte.
Nocleg nad Maso Corto: ceny i rezerwacja
Zollhaus można zarezerwować wyłącznie bezpośrednio przez schronisko Schöne Aussicht / Bella Vista, na zapytanie i w miarę dostępności. Biura podróży i touroperatorzy mogą kierować zapytania o rezerwacje grupowe i indywidualne bezpośrednio do schroniska.
Ceny za noc zaczynają się od 299 euro w dni powszednie i od 380 euro w weekendy. Stawki zależą od terminu i długości pobytu. To nie jest tani nocleg, ale też nie jest to zwykły pokój z łazienką. W tej cenie dostaje się cały historyczny budynek na wyłączność, w miejscu, w którym poza gośćmi schroniska nie ma dosłownie nikogo.
Dla kogo jest to miejsce
Zollhaus nie jest noclegiem dla każdego i to jest jego największa zaleta. Nie sprawdzi się dla rodziny z małymi dziećmi ani dla kogoś, kto oczekuje hotelowego standardu z obsługą na miejscu. Jest za to strzałem w dziesiątkę dla par szukających czegoś naprawdę wyjątkowego, dla narciarzy i skiturowców, którzy chcą spać wyżej niż wszyscy inni, oraz dla ludzi zmęczonych zgiełkiem, którym marzy się wieczór bez zasięgu, bez sąsiadów i bez planu. Jedna noc w dawnym posterunku celnym wysoko nad Maso Corto daje więcej wspomnień niż tydzień w przeciętnym hotelu w dolinie.
Jacek Ciszak