Muttereralm: mały ośrodek nad Innsbruckiem, który kupili Słowacy
W październiku 2000 roku rozebrano tu kolej i ośrodek po prostu przestał istnieć. Liczba noclegów w Mutters i Natters spadła wtedy o połowę. Dziś Muttereralm znowu działa, ma 16,5 km tras, słowackiego właściciela i położenie, którego nie ma żaden inny teren narciarski w tej okolicy. Z centrum Innsbrucka dojedziecie tu bez przesiadki Stubaitalbahn, a od przystanku do gondoli zostaje jeszcze około dziesięciu minut pieszo.
Byłem tam z karnetem Ski plus City Pass Stubai Innsbruck i to najlepszy sposób, żeby poznać Muttereralm. Ośrodek jest jednym z dwunastu terenów w cenie tego samego karnetu, więc przyjeżdża się tu na dzień, a nie na cały urlop. Gdyby ktoś planował wyprawę z Polski wyłącznie w to miejsce, odradzam.

Gdzie leży Muttereralm i czym ten ośrodek właściwie jest
Teren rozciąga się nad dwiema wsiami na zachodnim średniogórzu pod Innsbruckiem, Mutters i Götzens. W linii prostej to około 10 km od centrum stolicy Tyrolu. Trasy schodzą od mniej więcej 1800 do 900 m n.p.m., a najwyższym punktem jest Pfriemesköpfl (1804 m).
Kup ubezpieczenie narciarskie w dwie minuty >>>
Operator podaje 16,5 km tras, w podziale na 6,8 km łatwych, 8,6 km średnich i 1 km trudnych. Bazy branżowe liczą 16,4 km, więc różnica mieści się w zaokrągleniu. Całość jest naśnieżana, co przy dolnych stacjach poniżej tysiąca metrów nie jest luksusem, tylko warunkiem istnienia ośrodka.
Gondole są dwie. Z Mutters (958 m) w górę idzie ośmioosobowa kolej o długości 2801 m i przepustowości 2100 osób na godzinę, ze stacją pośrednią przy Nockhof, na której można wsiąść wyłącznie w drodze do góry. Z Götzens rusza druga ośmioosobowa gondola, Nockspitzbahn, zbudowana w 2007 roku przez Leitnera. Ma 3020 m długości, pokonuje 907 m przewyższenia z 898 na 1805 m i jedzie jedenaście minut. Do grudnia 2015 nazywała się Götznerbahn i pod tą nazwą część źródeł podaje jeszcze rok 2008.
Górne stacje obu gondoli spina czteroosobowa kanapa na Pfriemesköpfl. Wyżej pracuje jeszcze wyciąg talerzykowy Almboden i taśma transportowa na oślej łączce przy stacji górnej Muttereralmbahn, na wysokości 1620 m.
Cała góra nazywa się Nockspitze, po tyrolsku Saile, i ma 2404 m. Ośrodek kończy się jakieś 600 metrów poniżej szczytu.

Widok na Innsbruck, czyli największy atut Muttereralm
Największym atutem Muttereralm jest położenie. Gdyby przenieść ten sam teren dziesięć kilometrów w bok, do bocznej doliny bez widoku, nie byłoby o czym pisać.
Większość głównych tras ma ekspozycję północną lub północno-wschodnią, prosto na dolinę Innu. Pod nartami leży 130-tysięczny Innsbruck, po lewej pas lotniska, po prawej skocznia Bergisel, naprzeciwko wapienna ściana Nordkette, a za nią Karwendel. Podobną panoramę ma się z Patscherkoflu, ale z drugiej strony doliny i z większego dystansu.
Dla filmujących wynika z tej ekspozycji prosta konsekwencja. Kadry na miasto łapie się rano, kiedy Nordkette stoi w słońcu. Po południu jedzie się pod światło.
Ta sama ekspozycja działa na korzyść śniegu. Od grudnia do lutego dolne partie dostają niewiele ostrego słońca, więc trasy trzymają się dłużej, niż sugerowałaby wysokość.

Dla kogo są trasy na Muttereralm?
Rdzeń terenu to szerokie, spokojne zjazdy wokół stacji górnej. Tam uczą się dzieci, tam wracają na narty ludzie po kilkuletniej przerwie i tam pracuje większość szkółek z Innsbrucka.
Sprawnego narciarza zainteresują dwie rzeczy. Pierwsza to Götzner Abfahrt, zjazd do Götzens z przewyższeniem ponad 900 m, który był przewidziany jako trasa rezerwowa podczas igrzysk w Innsbrucku w 1964 i 1976 roku. Druga to Pfriemesköpfl, stok slalomowy wykorzystywany do treningów przez ekipy zawodowe, oraz trasa nr 2, nosząca nazwę FIS-Abfahrt, o długości 1400 m. Sama nazwa nie przesądza o aktualnej homologacji FIS, więc traktujcie ją jako oznaczenie, a nie certyfikat.
Trzeba jednak powiedzieć uczciwie, gdzie leży granica. Sprawny narciarz przejedzie wszystkie najważniejsze trasy w dwie, najwyżej trzy godziny. Później jazda zaczyna być powtarzalna.

Jak dojechać z Innsbrucka na Muttereralm?
To najmocniejszy argument logistyczny tego ośrodka, ale warto go opisać precyzyjnie, bo w materiałach promocyjnych bywa naciągany.
Z Innsbrucka jedzie się bez przesiadki linią STB, czyli Stubaitalbahn, która rusza z peronu przy dworcu głównym i wychodzi z miasta przez centrum i Natters. Wysiada się na przystanku Nockhofweg/Muttereralmbahn, skąd do dolnej stacji zostaje jeszcze około dziesięciu minut marszu. Jako bezpośredni dojazd pod samą gondolę oficjalne materiały Innsbrucka wskazują bezpłatny skibus, który kursuje z miasta oraz z okolicznych wsi zachodniego średniogórza, czyli z Axams, Birgitz i Götzens.
Jedna uwaga budżetowa. Skibusy i miejski Sightseer są w cenie Ski plus City Pass, ale Stubaitalbahn to zwykła linia w taryfie VVT i bilet trzeba kupić osobno.
Samochodem z autostrady A12 zjeżdża się na węźle Innsbruck Süd i jedzie przez Mutters do końca ulicy Nockhofweg, pod numer 40. Do Götzens prowadzi zjazd Innsbruck-Kranebitten, dalej przez Völs i Götzner Landesstraße, a dolna stacja Nockspitzbahn stoi przy Neugötznerstraße 36. Parking przy obu stacjach kosztuje 10 euro za dobę, ale użytkownikom kolei opłata jest zwracana w kasie. Warto o tym wiedzieć wcześniej, bo z oznakowania na miejscu to nie wynika.

Historia: kolej z 1953 roku, którą wykończyły igrzyska
Ta część jest ciekawsza niż sam ośrodek.
Pierwsze plany zagospodarowania zjazdu z Mutterer Alm powstały w 1949 roku i upadły z braku pieniędzy. Do budowy doszło kilka lat później. W grudniu 1953 ruszył odcinek z Mutters do Nockhofu, a 6 stycznia 1954 druga sekcja na Mutterer Alm. Kolej zbudowano jako dwulinową okrężną, ze 186 podwójnymi krzesełkami i przepustowością 600 osób na godzinę. W 1961 roku krzesełka wymieniono na 101 czteroosobowych kabin z tworzywa, przez co wydajność spadła do 450 osób na godzinę.
Potem przyszły igrzyska. Przed olimpiadą 1964 Innsbruck rozbudował Axamer Lizum i Patscherkofel, a Muttereralm znalazł się poza głównym strumieniem gości i zaczął tracić frekwencję. W 1976 roku wykazano deficyt 7 mln szylingów, czyli dzisiejsze mniej więcej 1,6 mln euro. W 1979 kolej przejęły miejskie zakłady komunikacyjne Innsbrucka, w czerwcu 1993 kupiła ją spółka z Axamer Lizum, a w październiku 2000 całą instalację rozebrano.
Skutek widać w statystyce noclegowej Mutters i Natters, gdzie liczba nocy spadła o połowę. To najtwardszy argument, jaki znam, w dyskusji o tym, ile mała kolej znaczy dla wsi żyjącej z turystyki.
Projekt odbudowy ruszył w 2001 roku, ale postępowanie środowiskowe i odwołania przesunęły go o kilka lat. Pierwszą łopatę wbito 10 października 2005, a kolej pojechała 5 stycznia 2006. Inwestorem był hotelarz z Götzens Helmuth Zach. W 2011 wycofał się z powodu kłopotów finansowych, a udziały przejęły gminy Mutters i Götzens razem z Innsbruck Tourismus. Zarządzanie wróciło więc do podmiotów publicznych, ale problem finansowania dalszego rozwoju pozostał.

Kto dziś jest właścicielem Muttereralm i co robi tu Gopass
W grudniu 2020 rady gmin Mutters i Götzens oraz Innsbruck Tourismus zdecydowały o sprzedaży kolei słowackiemu Tatry Mountain Resorts. Przejęcie sfinalizowano na przełomie kwietnia i maja 2021. Uzgodniona cena wyniosła 4,5 mln euro: 3,25 mln przy przejęciu i 1,25 mln po uzyskaniu wszystkich pozwoleń na połączenie z Axamer Lizum. Tak brzmi zapis w umowie i to on ustawia całą dalszą historię tego ośrodka.
Proces sprzedaży wyglądał tak, że wstępnie zainteresowanych było około trzydziestu podmiotów, konkretnych jedenaście, a poważnych oferentów trzech. Dwaj austriaccy nie sięgnęli ceny minimalnej. Igor Rattaj, prezes i główny akcjonariusz TMR, nazwał wtedy Tyrol „Champions League narciarskiego biznesu” i wprost wskazał cel. Chodziło o ściągnięcie do Mutters gości z Czech, Słowacji i Polski, czyli około dwóch milionów potencjalnych klientów z własnych ośrodków grupy.
Dla polskiego narciarza wynika z tego jedna konkretna rzecz. Muttereralm działa w systemie Gopass, tym samym, który obsługuje Szczyrk, Jasną, Tatrzańską Łomnicę, Szczyrbskie Jezioro, Starý Smokovec, Szpindlerowy Młyn, Ještěd i Mölltaler Gletscher. Kto ma sezonowy Gopass, ma w pakiecie także Muttereralm, w sumie dziewięć ośrodków w czterech krajach i ponad 200 km tras.
Ceny idą falami i rosną z każdą kolejną. W przedsprzedaży, przy zakupie do 31 maja 2026, karnet Gopass SKI na sezon 2026/27 kosztował 589 euro dla dorosłego, 471 euro w taryfie junior i senior oraz 295 euro dla dziecka. We wrześniu 2026 obowiązuje już druga fala, czyli 659 euro dla dorosłego, 527 euro dla juniora i seniora oraz 330 euro dla dziecka. Przed zakupem sprawdźcie aktualną falę, bo różnica sięga kilkudziesięciu euro.
Jest jeszcze wariant FLEXI. Płacicie raz, a za każdy dzień jazdy odejmowana jest cena skipassu z tego dnia. Po wyczerpaniu całej kwoty jeździcie do końca zimy bez dopłat, a niewykorzystane saldo wraca do portfela goX.
Muttereralm był trzecim austriackim ośrodkiem TMR, po Mölltaler Gletscher i Ankogel przejętych w czerwcu 2019 roku, i pierwszym w Tyrolu.

Co ze Ski plus City Pass?
Muttereralm jest częścią Ski plus City Pass Stubai Innsbruck, karnetu, który obejmuje dwanaście ośrodków wokół Innsbrucka i w Stubaital, komunikację skibusową, 23 atrakcje miejskie oraz jeden basen. Razem daje to 265 km tras i 49 km tras wariantowych.
Ceny na sezon 2026/27, według cennika Innsbruck Tourismus sprawdzonego we wrześniu 2026, wyglądają tak: karnet dwudniowy 162 euro, trzydniowy 223 euro, sześciodniowy 386 euro dla dorosłego. Dzieci urodzone w 2019 roku i później jeżdżą za darmo z płacącym rodzicem. Minimalny okres ważności to dwa dni.
W tej układance Muttereralm pełni bardzo określoną funkcję. To ośrodek na dzień przejściowy, kiedy prognoza dla lodowca jest zła, wyjeżdżacie późnym rankiem, a popołudnie macie zaplanowane w mieście. Sprawnemu narciarzowi na pełny dzień może tu zabraknąć różnorodności.
Czy powstanie połączenie z Axamer Lizum?
To pytanie wisi nad Muttereralm od dwudziestu lat i wciąż nie ma odpowiedzi.
Projekt zakłada dziesięcioosobową gondolę spinającą oba tereny, ze stacją pośrednią na Birgitzköpfl. Kolej ma stanąć na niewielkiej liczbie podpór i pozwalać na zjazd kabiną w dół, żeby ominąć wymagającą trasę z Birgitzköpfl.
Kwoty pochodzą z różnych lat i nie tworzą jednego kosztorysu. TMR mówił w 2021 roku o co najmniej sześciu milionach euro po swojej stronie. Masterplan innsbruckich kolei szacował całość, razem z trasą, narciarską drogą i naśnieżaniem, na około 17 mln euro. Innsbruck Tourismus deklarował w 2025 roku wsparcie do 5 mln euro.
W listopadzie 2025 trwało postępowanie z zakresu ochrony przyrody, a po nim czeka jeszcze procedura kolei linowych. Przedstawiciele branży mówili wtedy o realizacji w ciągu roku, najdalej dwóch, ale podobne deklaracje padały już w 2012, 2021 i 2024 roku. Na początku września 2026 nie ma potwierdzonego terminu rozpoczęcia budowy.
Dziś, żeby połączyć oba tereny w jednym dniu, trzeba wsiąść w skibus. Istnieje wprawdzie narciarska droga z Axamer Lizum przez Birgitzköpfl i górny Geroldsbachtal na Muttereralm, ale działa tylko w tę jedną stronę i tylko przy dobrych warunkach.
Gdyby połączenie powstało, Muttereralm z terenu na trzy godziny zmieniłby się w dolną bramę do Axamer Lizum i jej 40 km tras.
Co robić na Muttereralm poza jazdą na nartach?
Tory saneczkowe są trzy. Götzner Alm liczy 4,8 km, tor sportowy 4,7 km, a rodzinny 2,8 km. Jak na tak mały ośrodek, sanki traktuje się tu poważnie.
Skiturowcy mają wyznaczoną trasę po stoku, od dolnej stacji do restauracji przy stacji górnej. To około 3 km i 581 m przewyższenia, czyli półtorej do dwóch godzin podejścia. Podchodzenie wyznaczoną trasą jest dozwolone od 9 do 17, a w środy do 22, kiedy działa wieczór dla skiturowców i można iść trasami 1 oraz 1a. Przy rachunku od 15 euro w restauracji na górze zwracają wtedy połowę opłaty parkingowej.
Restauracja przy stacji górnej ma taras widokowy skierowany na dolinę i to jest właściwe miejsce na przerwę, a nie kawiarnia na dole. Przy dolnej stacji w Mutters działa ZuMutBar.
Latem góra żyje inaczej. Jest tu sztuczne jeziorko Panoramasee, duży plac zabaw między stacją górną a wodą, mountain carty na zjazd oraz transport rowerów gondolą do Bikeparku Innsbruck. Stąd prowadzi też Innsbrucker Almenweg, szlak po średniogórzu.
Kiedy jechać na Muttereralm i na co uważać
Sezon jest krótki. Operator zapowiada zimę 2026/27 od 4 grudnia 2026 do 14 marca 2027, choć część portali branżowych podaje zamknięcie dopiero 21 marca, więc datę końcową potwierdźcie u źródła. Dobrym punktem odniesienia jest poprzedni sezon: kolej ruszyła 5 grudnia, ale trasy narciarskie otwarto dopiero 19 grudnia. Przy dolnych stacjach poniżej tysiąca metrów tak to tu wygląda.
Najlepszy moment to styczeń i pierwsza połowa lutego, przy stabilnym mrozie, oraz każdy dzień po świeżym opadzie. Najgorszy jest ciepły marzec, bo dolne partie trasy do Mutters szybko odpuszczają.
Ośrodek żyje głównie ruchem lokalnym z Innsbrucka, więc tłoczno robi się w weekendy i w ferie. Jeśli chcecie mieć górę dla siebie, celujcie w dzień powszedni i pierwszą godzinę po otwarciu.
Czy warto jechać na Muttereralm?
Jako cel sam w sobie nie. Szesnaście kilometrów tras nie uzasadnia noclegu, a tym bardziej wyjazdu z Polski.
Jako element większej układanki zdecydowanie tak. Muttereralm jest jednym z najwygodniejszych wyborów w regionie dla kogoś, kto śpi w Innsbrucku bez samochodu, ma dzieci uczące się jeździć, chce pojeździć pół dnia i spędzić popołudnie w mieście albo szuka planu awaryjnego na dzień, w którym wyżej wieje. Dojazd komunikacją z centrum miasta jest w skali Alp naprawdę rzadki i to on decyduje o wartości tego miejsca.
A jeśli połączenie z Axamer Lizum kiedyś powstanie, ten tekst trzeba będzie napisać od nowa.
Jacek Ciszak / JC Media