Glungezer: nowa kolej za 16 milionów i 15 km zjazdu kwadrans od Innsbrucka
Szesnaście milionów euro na jedną kolej krzesełkową w ośrodku, który ma 23 kilometry tras i sześć urządzeń. Tyle kosztuje inwestycja, która ruszy na Glungezerze w grudniu, i to jest liczba, która w pierwszej chwili wygląda na pomyłkę. Dla porównania: karnet dzienny kosztuje tu 50 euro, czyli mniej więcej tyle, co w Beskidach w sylwestra.
A jednak arytmetyka się spina, tylko trzeba ją liczyć inaczej. Glungezer nie sprzedaje kilometrów. Sprzedaje odległość od Innsbrucka i to, że jest jedyną górą w tej okolicy, z której da się zjechać do samej wsi bez wsiadania do gondoli.

Gdzie właściwie leży Glungezer
Szczyt ma 2677 m i stoi w Alpach Tuxerskich, po południowo-wschodniej stronie doliny Innu. Dolna stacja kolei znajduje się w Tulfes na wysokości 950 m, osiem kilometrów od Hall in Tirol i 12km od Innsbrucka. Z centrum stolicy Tyrolu jedzie się tu 20 minut samochodem.
Ośrodek rozciąga się między 950 a 2304 m, co daje 1354 m różnicy wzniesień. Na 23 kilometrach tras 6,5 km to trasy niebieskie, 15,5 km czerwone i jeden kilometr czarny. Ten jeden kilometr nosi nazwę Kanonenrohr, czyli lufa armatnia. Wystarczy za opis profilu.
Wjazd zaczyna dziesięcioosobowa gondola Glungezerbahn I z 2018 roku, która w niecałe sześć minut dowozi na Halsmarter (1560 m). Stamtąd Tulfein Express, kolej kombinowana z 2020 roku, wywozi na 2056 m. Wcześniej ta sama linia działała przez 53 lata w konfiguracji, jakiej dziś nie da się nigdzie spotkać. Latem była jednoosobowym wyciągiem krzesełkowym, zimą orczykiem. Ta sama lina, dwa różne urządzenia w zależności od pory roku.
Wyżej pracuje jeszcze Schartenkogellift, dwuosobowa kanapa dowożąca na 2304 m. To ona jest bohaterką tej zimy. Znika.

Schartenkogel Express: co dokładnie powstaje na Glungezerze
Starą kanapę zastępuje sześcioosobowa kolej wyprzęgana z osłonami i podgrzewanymi siedziskami. Dostawcą jest Leitner. Dolna stacja stanie w miejscu nieczynnej stacji dolnej wyciągu orczykowego Kalte Kuchl, na wysokości 1752 m, górna dokładnie na wierzchołku Schartenkogla, na 2304 m. Długość około 1,75 km, przewyższenie 552 m, prędkość 6 m/s.
Najważniejsza liczba to czas jazdy. Stara kanapa wywoziła na górę w około 20 minut. Nowa zrobi to w sześć. Producent podaje 5 minut i 20 sekund, gmina mówi ostrożniej o sześciu, ale rząd wielkości jest ten sam. Górna część ośrodka przestaje być wyprawą, na którą trzeba się zdecydować raz dziennie.
Nowa kolej jest przy tym dłuższa od poprzedniczki, bo startuje niżej. To pozwala reaktywować odcinek trasy nr 3, który po likwidacji orczyka Kalte Kuchl stał się nieprzejezdny z braku wyciągu, i wykorzystać starą trasę tego orczyka. Po tej operacji ośrodek ma urosnąć z 23 do 24 kilometrów tras. Kolej będzie pracować wyłącznie zimą, bo latem wystarczają dwie pierwsze sekcje.
Przy górnej stacji powstaje restauracja panoramiczna na 120 miejsc. I tutaj jest haczyk, który w większości zapowiedzi ginie. Burmistrz Tulfes Martin Wegscheider powiedział pod koniec sierpnia wprost, że w tym roku stanie tylko stan surowy zamknięty, a lokal ruszy dopiero w kolejnym sezonie. Kto pojedzie zimą 2026/27, zastanie na Schartenkoglu nową kolej i zamkniętą restaurację.
Otwarcie sezonu zaplanowano na połowę grudnia 2026 roku.

Skąd mały ośrodek bierze 16 milionów euro
To jest ta część historii, która mnie w Glungezerze interesuje najbardziej, bo pokazuje mechanizm, o którym w Polsce mówi się rzadko.
Stary Schartenkogellift powstał w latach dziewięćdziesiątych, a jego koncesja wygasała w 2029 roku. Remont uznano za nieopłacalny, bo urządzenie było po prostu przestarzałe. Ośrodek stanął więc przed prostym wyborem. Albo inwestycja, albo za trzy lata odcięcie całej górnej połowy terenu.
Wybrano inwestycję, ale nie ma tu prywatnego inwestora, który wykłada pieniądze i liczy zwrot. Glungezerbahn od 2010 roku należy do gminy Tulfes, związku turystycznego Hall-Wattens i wspólnoty gruntowej. Kosztorys pierwotnie zamykał się kwotą 13,5 mln euro, dziś mówi się o około 16 mln. Na tę sumę składa się 10 mln kredytu, 2,7 mln ze związku turystycznego, 1 mln z budżetu gminy Tulfes, 450 tys. od gmin partnerskich, pół miliona z krajowego programu wsparcia małych ośrodków i reszta ze środków własnych spółki. Do rozmów włączono 19 okolicznych gmin, planowana była też zbiórka społecznościowa.
Kolej na Schartenkoglu finansuje więc w praktyce cały powiat. To model, który w Tyrolu działa od dekad i który tłumaczy, dlaczego małe austriackie ośrodki nie umierają w tempie, w jakim znikają porównywalne ośrodki w innych krajach alpejskich.
Jest w tej inwestycji jeszcze jeden wątek, który w komunikatach nie pada głośno. Rejon Schartenkogla i Kalte Kuchl to teren, na którym od lat szuka się równowagi między narciarstwem wariantowym a ochroną kuraków leśnych. Projekt wymagał osobnej zgody z zakresu ochrony przyrody, obok pozwoleń geologicznych, leśnych i wodnych. Większa przepustowość górnej stacji tego napięcia nie zmniejszy.

15 kilometrów zjazdu i trasa, która była mistrzostwami świata
Glungezer reklamuje się jednym z najdłuższych zjazdów w Tyrolu. W zależności od wybranego wariantu wychodzi do 15 kilometrów, licząc od górnej stacji na 2304 m aż do Tulfes. Górna połowa jest czerwona, dolna niebieska, co w praktyce oznacza, że tę trasę zjedzie także początkujący, o ile ma w nogach kondycję na 1354 m pionu za jednym razem.
Tu zaczyna się część, która robi z Glungezera coś więcej niż lokalną górę.
W lutym 1933 roku Innsbruck był gospodarzem trzecich alpejskich mistrzostw świata, wtedy nazywanych jeszcze zawodami FIS. Slalom rozegrano na Seegrube pod Hafelekarem. Zjazd mężczyzn pojechano tutaj. Start pod szczytem Glungezera, meta w dolinie Innu, długość 14 km, przewyższenie 2000 m. Wystartowało 94 zawodników z 12 krajów.
Szczegóły tamtego wyścigu brzmią dziś nierealnie. Wyciągu nie było, więc zawodnicy podchodzili na start o własnych siłach. Z powodu braku śniegu metę trzeba było przenieść wyżej, do Tulfes, i to jest powód, dla którego wieś do dziś tytułuje się miejscowością mistrzostw świata. W dniu zawodów w strefie mety padał deszcz, a cienka pokrywa po pierwszych startujących zamieniła się w mieszaninę śniegu z ziemią. Na starcie w tym samym czasie sypał gęsty śnieg.
Schronisko Glungezerhütte na 2610 m zbudowano właśnie na tę imprezę, w 1932 roku, jako drewniany domek startowy. Rok później zastąpiono je budynkiem kamiennym, bo 30 m kw. okazało się śmiesznie mało wobec ruchu, jaki się pojawił. Od 1951 roku schronisko należy do sekcji Alpenverein Hall in Tirol. Czerwona trasa numer 2 na dzisiejszej mapie ośrodka nazywa się FIS-Standard-Abfahrt i nie jest to nazwa marketingowa wymyślona w agencji.
Do dziś rozgrywa się tu Glungezerlauf, bieg górski ze startem przy kościele w dolinie i metą przy schronisku, 15,5 km i 2120 m przewyższenia. To najdłuższy bieg górski w Austrii.
Ski plus City Pass: kiedy karnet zaczyna się opłacać
Glungezer sprzedaje własne karnety i jednocześnie należy do Ski plus City Pass Stubai Innsbruck. Różnica między jednym a drugim rozwiązaniem jest ciekawsza, niż się wydaje, więc trzeba tu usiąść z kalkulatorem.
Własny cennik ośrodka w sezonie 2025/26 zamykał się w trzech liczbach. Karnet dzienny 50 euro, sześciodniowy 255 euro, sezonowy 447,50 euro. Ceny na sezon 2026/27 nie były publikowane w momencie pisania tego tekstu, więc traktuj te liczby jako punkt odniesienia, a nie jako obietnicę.
Ski plus City Pass na sezon 2026/27 kosztuje w wariancie sześciodniowym 386 euro dla dorosłego, 193 euro dla dziecka i 270 euro dla młodzieży. Karnet obejmuje 12 ośrodków wokół Innsbrucka i w Stubaitalu, czyli lodowiec Stubai, Axamer Lizum, Schlick 2000, Kühtai, Hochoetz, Muttereralm, Nordkette, Serlesbahnen, Elferbahnen, Patscherkofel, Rangger Köpfl i właśnie Glungezer. Razem 265 km tras, 49 km tras wariantowych i 108 urządzeń. Karnet sprzedaje się od dwóch dni w górę, sezon 2026/27 liczy się od października do kwietnia.
Rachunek jest więc prosty. Sześć dni wyłącznie na Glungezerze to 255 euro, sześć dni w całym regionie to 386 euro. Dopłata wynosi 131 euro, czyli równowartość niecałych trzech karnetów dziennych, a w zamian dostajesz jedenaście dodatkowych ośrodków, w tym lodowiec czynny od października do maja.
Dla polskiego narciarza jadącego na tydzień z siedmioma noclegami, a więc z sześcioma dniami jazdy, wniosek jest jednoznaczny. Kupowanie samego Glungezera na cały pobyt ma sens wyłącznie wtedy, gdy z góry zakłada się jazdę z małymi dziećmi w jednym miejscu i zero przejazdów. W każdym innym scenariuszu przewaga karnetu regionalnego jest miażdżąca.
W cenniku nie widać przy tym części miejskiej, a to ona potrafi uratować dzień z deszczem. W karnecie mieszczą się 22 obiekty w Innsbrucku i okolicy, między innymi Kryształowe Światy Swarovskiego w Wattens, Alpenzoo, Hofburg, Wieża Miejska, Bergisel, zamek Ambras, muzeum przy Złotym Daszku, ludwisarnia Grassmayr, a także zamek Hasegg z mennicą w Hall in Tirol. Z Tulfes do Wattens jest 10 km, do Hall osiem. Dwie najbliższe atrakcje z listy masz właściwie za rogiem. W cenie są też skibusy i miejski autobus turystyczny Sightseer.

Jak dojechać z Innsbrucka na Glungezer
Samochodem to 20 minut z centrum. Parking jest przy dolnej stacji, ale gmina od lat próbuje ograniczyć ruch w Tulfes i zrobiła w tym celu rzecz, którą uważam za jeden z rozsądniejszych pomysłów w austriackich Alpach.
Pod dolną stację podjeżdża linia autobusowa 4134, kursująca dwa razy na godzinę między dworcem głównym w Innsbrucku a Hall in Tirol, przez Aldrans, Lans, Sistrans, Rinn i Tulfes. Przystanek nazywa się Tulfes Glungezerbahn Talstation i stoi kilkadziesiąt metrów od wejścia do gondoli. Cena biletu jest zwracana w kasie przy zakupie karnetu. Żeby odzyskać także powrót, trzeba kupić bilet w obie strony od razu i okazać go razem z tym pierwszym. W starszych rozkładach i materiałach ta sama linia występuje jeszcze pod numerem 540.
Autobus jedzie zresztą obok zamku Ambras, który jest w Ski plus City Pass. Nadkładając kwadrans, można w drodze powrotnej zaliczyć jedną z atrakcji z karnetu bez przesiadania się na cokolwiek innego.
Najbliższe lotnisko to Innsbruck-Kranebitten, około 25 km. Dojazd z Polski samochodem prowadzi autostradą A12 doliną Innu, zjazd Hall Mitte albo Wattens.
Co robić na Glungezerze poza jazdą na nartach
Tor saneczkowy prowadzi z Tulfein do Halsmarter: 3,3 km, 441 m przewyższenia, dziesięć zakrętów. Sanki można wypożyczyć na miejscu, a wieczorami tor bywa oświetlony. Bilet wieczorny obowiązuje od 16.30 do 22.15 i kosztował w minionym sezonie 42 euro.
Ten sam bilet obejmuje wieczory dla skiturowców. Podchodzenie odbywa się we wtorki i czwartki do 22.15, wyznaczonym śladem po trasie starego orczyka, żeby nie kolidować z ratrakami. Skiturowcy są tu osobną kategorią klienta, nie doklejką. Ośrodek sprzedaje dla nich, dla saneczkarzy i dla chodzących na rakietach oddzielny karnet sezonowy z limitem czterech przejazdów dziennie, za 223,50 euro.
W Tulfes zachowała się lokalna tradycja zwana „klumpern” — jazda na jednopłozowych saniach, której można spróbować w czwartki i piątki od 19.00 na oświetlonej łące ćwiczebnej.
Naśnieżanie sięga dziś do górnej stacji Schartenkogla, a woda pochodzi ze zbiornika Zirbensee, wybudowanego w 2019 roku powyżej Tulfeinalm na wysokości około 2080 m. Jak na ośrodek o ekspozycji północno-zachodniej, z 26 hektarami tras, to zaskakująco solidne zaplecze.
Latem wjeżdża się tu przede wszystkim po Zirbenweg, czyli szlak biegnący przez największy zwarty drzewostan limbowy w Alpach, w stronę Patscherkofla. Przy stacji pośredniej działa Kugelwald, świat torów kulkowych dla dzieci.
Na jedzenie zostaje Alpengasthof Halsmarter przy stacji pośredniej, Tulfeinalm i Tulfer Hütte wyżej, a dla wytrwałych Glungezerhütte na 2610 m, gdzie obok tyrolskiej klasyki serwuje się kuchnię nepalską, bo prowadzi je gospodarz pochodzący z regionu Solukhumbu pod Everestem. Nie wymyśliłbym tego.

Dla kogo jest Glungezer, a dla kogo nie
Powiem wprost. Glungezer nie jest celem tygodniowego wyjazdu dla narciarza, który liczy kilometry. Te 23 km zjeździsz w półtora dnia i drugiego popołudnia zaczniesz się nudzić.
Glungezer jest natomiast bardzo dobrym pomysłem w trzech sytuacjach. Pierwsza to baza w Innsbrucku albo Hall in Tirol i karnet regionalny. Glungezer jest wtedy jednym z 12 przystanków, na dodatek najspokojniejszym, dobrym na dzień po nocy w mieście albo na dzień z gorszą pogodą, bo dolne partie są zalesione. Druga to rodzina z dziećmi, która potrzebuje szerokich, spokojnych tras, krótkich kolejek i łąki ćwiczebnej przy stacji pośredniej. Trzecia to przystanek w drodze. Jeśli jedziesz doliną Innu w stronę Zillertalu albo Ötztalu, zjazd z autostrady kosztuje kwadrans, a dzień na Glungezerze jest o połowę tańszy niż w Sölden.
Największą słabością pozostaje ekspozycja i wysokość dolnych partii. Trasa dolinna kończy się na 950 m i to jest ten odcinek, który w ciepłym grudniu i w kwietniu potrafi zniknąć jako pierwszy. Sprawdzaj kamery przed wyjazdem, zamiast zakładać, że skoro reklamują 15 km, to te 15 km jest przejezdne.
Zima 2026/27 jest tu jednak sezonem szczególnym. Górna połowa ośrodka dostaje urządzenie, które skraca dojazd na Schartenkogel z 20 minut do sześciu, a to zmienia rytm dnia bardziej niż jeden dodatkowy kilometr trasy w statystykach.
Jacek Ciszak / JC MEDIA
Najczęstsze pytania
Ile kosztuje karnet na Glungezer?
W sezonie 2025/26 karnet dzienny dla dorosłego kosztował 50 euro, sześciodniowy 255 euro, a sezonowy 447,50 euro. Ośrodek sprzedaje też karnety godzinowe i pojedyncze przejazdy, a jeden wjazd kosztuje 14,50 euro. Cennik na sezon 2026/27 nie był jeszcze opublikowany.
Czy Glungezer jest w Ski plus City Pass?
Tak. Glungezer to jeden z 12 ośrodków objętych karnetem Ski plus City Pass Stubai Innsbruck. Sześć dni dla dorosłego kosztuje w sezonie 2026/27 386 euro i obejmuje 265 km tras, 22 atrakcje w Innsbrucku oraz przejazdy skibusami.
Kiedy rusza nowa kolej na Schartenkogel?
Schartenkogel Express ma ruszyć wraz z otwarciem sezonu w połowie grudnia 2026 roku. Restauracja panoramiczna przy górnej stacji zostanie w tym sezonie doprowadzona tylko do stanu surowego i będzie otwarta dopiero w kolejnym sezonie.
Jak dojechać na Glungezer bez samochodu?
Z dworca głównego w Innsbrucku i z Hall in Tirol kursuje autobus linii 4134, dwa razy na godzinę, z przystankiem przy dolnej stacji kolei. Kasa ośrodka zwraca cenę biletu przy zakupie karnetu, także za drogę powrotną, jeśli bilet w obie strony kupi się od razu.
Czy Glungezer nadaje się dla początkujących?
Tak. Prawie 30 proc. tras to trasy niebieskie, przy stacji pośredniej działa łąka ćwiczebna z orczykiem i taśmą, a najdłuższy zjazd w dolnej połowie jest oznaczony jako niebieski. Ośrodek konsekwentnie pozycjonuje się jako rodzinny.